Begonia w kolorze

IMG_7125

Kiedy byłam mniej więcej w połowie dziergania brzegu  i miałam dziesiątki wiszących nitek, które złośliwie dawały do zrozumienia, że trzeba będzie je schować i to jeszcze schować tak, żeby nie było tego widać, bo chusta dość delikatna. Kiedy uświadomiłam sobie, że jestem dopiero w połowie i jeszcze sobie trochę podziergam, potnę włóczkę i dołożę sobie roboty z niteczkami, to pomyślałam – chyba, kobieto, zwariowałaś z tym pomysłem. Masochistyczna radocha z dodawania sobie roboty. Ale z drugiej strony miałam wrażenie, że to, co powstaje, jest inne i może naprawdę dobrze wyglądać. Jeden głęboki „wzdech” i do roboty.

Chowanie nitek okazało się zaskakująco szybkie i bezproblemowe. Wsadziłam do pralki, wyjęłam, upięłam i westchnęłam – piękne wyszło! Było warto.

Wzór wykorzystałam bez większych zmian – Carfield Ma stworzyła prosty, ale tak urokliwy wzór, że pewnie do niego kiedyś wrócę. Szaleństwo dotyczy tylko brzegu – też korzystałam ze schematu, ale ponieważ łączyłam listki i trójkąty ze sobą jeden po drugim, to między listkami nie ma oczek ażuru tam, gdzie jest łączenie – jedyna różnica.

IMG_7131

Dziergałam z Kartopu Firenze Tiftik, który mnie nie zachwycił. 25% mohairu i 75% akrylu i średniej długości włosek (525 metrów w 100 gramach). Całkiem miłe, całkiem nieźle się zblokowało, ale moją ulubioną mohairową mieszanką to nie zostanie. Plusem jest to, że się z tego nie sypie. Minusem to, że po praniu i blokowaniu oczka nadal nie są równe. Poszło na jasną część około 80 gramów. Brzeg to Roma Midary, około 35 gramów. Wszystko na drutach 4.00. Dołożyłam koraliki, ale tylko w mohairowej części, na linii ażuru. Wrabiałam coraz częściej, zmieniając ilość rzędów, od co szósty, do co drugi. W samym brzegu już ich nie ma. Zamknięcie szydełkiem, zgodnie z sugestią autorki, podwójną nitką Romy.

IMG_7130

Ten kontrast kolorystyczny ma sens i doskonale wygląda, ale nadal twierdzę, że zrobienie brzegu z melanżu byłoby jeszcze lepszym pomysłem i pewnie kiedyś taką wersję zrobię.

Pojawiło się gdzieś w komentarzach pytanie, jak sobie poradzić z blokowaniem Begonii. To jest chusta, która daje kształt więcej niż koła. Najprostszym sposobem jest złapanie za wielki talerz lub małą miskę i upięcie najpierw wewnętrznego brzegu dokoła miski, lekko naciągając. Na końcu okaże się, że końcówka zaczyna zachodzić na początek. Wtedy dobrze jest poczekać z przypięciem tej wewnętrznej końcówki i najpierw upiąć liściasty brzeg. Później końcówka, którą przypinamy na już upiętym początku.

Tak to wygląda, po wyjęciu szpilek i zabraniu miski:

IMG_7132

Gdyby ktoś miał ochotę na swoją Kwitnącą Begonię, to poniżej krótki film, pokazujący, jak sobie poradzić z tym dwukolorowym brzegiem, w jakiej kolejności dziergać i jak łączyć. Nie pokazałam procesu chowania nitek, ale zasadę miałam taką. Wszystkie nitki przy samym brzegu z szydełkowymi łuczkami zabezpieczałam oczkiem ścisłym i igłą wciągałam w szydełkowy łańcuszek – on był robiony podwójną nitką, więc dość gruby i nitka się w nim chowała bez śladu. Nitki na łączeniu dwóch kolorów też zabezpieczałam oczkiem ścisłym i chowałam na linii łączenia kolorów, pilnując bardzo, żeby je zaczepiać o żeberka oczek w tym samym kolorze. Trochę uwagi i cierpliwości i śladu po tych chowanych nitkach nie ma.

Teraz sobie pokombinuję, jak to przerobić na sensowny wzór na spódnicę o znacznie mniejszej ażurowości.

Turniejowo nieco zmieniła się koncepcja i Kwitnąca Begonia ląduje jako zaliczenie zadania

Lelewel 2 – Nie mogłam się oprzeć!

Kobieta z syndromem ciągłego niepokoju twórczego.

44 komentarzy

Musisz się zalogować aby komentować