Czytanie o dzierganiu – vol. 0024

IMG_9159

Sytuacja jest taka – „hygge” jest wszędzie. Rdzenni Duńczycy uczą w telewizjach śniadaniowych, jak się to wymawia. Weekendowe dodatki do poważnych gazet publikują długie artykuły, co to znaczy życie „hygge” i jak osiągnąć ten błogosławiony stan. W księgarniach półki uginają się od poradników, jak sobie zapewnić stan „hygge”, kiedy się nie mieszka w Skandynawii i czy to w ogóle możliwe. Nawet piłkarze duńskiego pochodzenia, którzy grają w polskich klubach, udzielają wywiadów, czy można biegać po boisku i być jednocześnie „hygge”. Szaleństwo.

Tylko czekałam, kiedy pojawi się dzierganie w wersji „hygge”. Przy czym wydawało mi się, że dzierganie to jest czyste „hygge”, uspokaja, możne być uprawiane w towarzystwie przyjaciół wieczorowa porą, poprawia humor.

Książkę wypatrzył Ślubny i nawet nie pytał, tylko zamówił, z czystej ciekawości. Oto Hygge Knits autorstwa Nicki Trench. Okazuje się, że według autorki dziewiarskie „hygge” to tworzenie przepięknych żakardów, skomplikowanych lub całkiem prostych, ale w jasnych, optymistycznych kolorach. Całość robi radosne wrażenie i działa niesamowicie inspirująco, bo wzór z poduszki widzi się od razu swetrowo, a wzór z kocyka zaczyna się zmieniać kolorystycznie i tworzyć swoją wariację.

Poniżej kilka pomysłów.

Mohairowy Light As a Feather Scarf:

IMG_9162

Fair Isle Neck Warmer:

IMG_9161

Heirloom Blanket:IMG_9160

Jak Wam się podoba „druciane hygge”?

Kobieta z syndromem ciągłego niepokoju twórczego.

26 komentarzy

  • Bardzo. Szczególnie świetne dla dzieci. Klara, pierworodna moja, pyta kiedy jej zrobię taki sweterek, a ja ledwo prawelewe prawie równo. Bardzo optymistyczne.

  • Takie…. delikatne i spokojne :) Podoba mi się, nawet bardzo. W wersji moherowej zwłaszcza :)

  • „Hygge” mnie wnerwia, tak jak każda moda na coś ;-) Nie lubię jasnych i pastelowych, więc nie bardzo do mnie przemawiają owe propozycje, ale ten moherowy fajny (tylko kolory zdecydowane potrzebne, takie jak w skarpetkach są fajne :-D

  • Hygge pod względem zapisu kojarzy mi się z haggis, a więc niezbyt, hm, apetycznie :D Żakard też raczej nie wpłynie na mnie uspokajająco, bo go nie umiem, ech. Za to patrząc z przyjemnością na moherowy żakard (ach, to rozpływanie się konturów we włosku!) zastanowiłam się znienacka, dlaczego nie robię nic w pastelach. Lubię kolory, ale podświadomie wybieram nasycone albo wręcz neonowe, z pasteli posiadam tylko beże… Może czas to zmienić, a nuż mi się spodoba? Tym bardziej, że wiosna jakby sprzyja takim barwom.
    Ach, i jeszcze bardzo mi się podoba żółć na bieli w tym ostatnim wzorze – myślałam, że to się rozpłynie, bo za jasne, ale nie, wygląda bardzo fajnie :)

    • No i stało się, hygge też będzie mi się niesmacznie kojarzyć :)
      Moherowe żakardy możemy nawet promować i reklamować. Może uda nam się z nich uczynić tak wielką modę jak z hygge.
      A pastele wypróbuj „na sobie”, bo ja wiem, że rzadko po nie sięgam, ale dobrze mi robią.

  • A mnie żakardy wpędzają w stan nerwowy, co chyba nieco się kłóci z promowaną ideą (zresztą tez wnerwiającą z powodu „modności”). Tak samo mnie frustrują ceglane ściany i tablicowe farby w białych wnętrzach… Co do pasteli – uwielbiam i praktykuję, ale na szydełkowych kocykach i poduszkach z kwiatów afrykańskich – bo takie kiczowate, że aż słodkie :)
    Pozdrawiam

    • Mnie na szczęście nie denerwują na żadnym etapie, ale też się nad tym zastanawiałam, że w końcu żakard bywa dla niektórych nie do przejścia.
      Pastele lubię, ale chyba też częściej po nie sięgam w dodatkach niż w w ubraniach.

  • Co do samego „hygge” to idea wydaje się być słuszna … ale ja nie lubię wszelkich mód i trendów, jedyne czym się kieruję to żeby być w zgodzie z samą sobą . Nawet samo dzierganie bywa raz błogą przyjemnością i źródłem ogromnej satysfakcji , a jak nie wychodzi to stresuje niemożebnie ….
    Ale inspiracje fajnymi kolorami , zwłaszcza w wydaniu moherowym kupuję :D

    • Ja się zastanawiam, jak skuteczny był dział promocji wydawnictwa, które pierwsze zaplanowało publikację książki o znanym od lat podejściu do życia, któremu się udało zrobić tyle hałasu, że hygge nagle wyłazi z lodówki.
      Moherowe żakardy mogą być naszym wielkim trendem i modą :)

  • Moherowy żakard mnie zauroczył, choć zastanawiam się, czy nie przebija nitka ciągnięta pod spodem? W każdym razie zastanawiam się nad modyfikacją ‚robionego bokiem” – może jakiś pasek prostego żakardu? Dzięki za podpowiedź:)

  • Na takie hygge to ja mogę godzinami patrzeć :-)

  • Przyszło mi na myśl, że Agnieszko „hygge” uprawiasz z nami już od jakiegoś czasu :) :) :) bo żakardami nas zarażasz o d paru lat :) i szkołę żakardową nam już wyłożyłaś każdą możliwą, także swobodnie można stwierdzić, że jesteś prekursorką tej teorii na naszej rodzimej ziemi :) :)
    A żakardów, żadne skojarzenie mi nie spaskudzi wyobrażenia :) ;) nie dam się :) czy to też jest „hygge” ? :)

  • Jestem do tego stopnia ignorantką „mody na coś”, że dopiero jak zobaczyłam Twój wpis postanowiłam w końcu poczytać co to w ogóle to „hygge”. Serio świat oszalał na punkcie oczywistości takich jak spokój, gorąca herbata+druty= odprężenie i szczęście? :D
    Ale o książce miałam ;) Mnie również podobają się żakardy i to w większości przypadków, zwłaszcza, że jest to coś czego jeszcze nie umiem. Ten moherkowy jest świetny!

  • Luty 21, 2017

    anonimowa72

    Agnieszko, że tak zapytam prymitywnie: jaka jest cena tej cudnej książki?

Musisz się zalogować aby komentować