Jak to z ananasami było

5897550211d8f

O nie! Pomyślałam sobie, kiedy zobaczyłam zadanie turniejowe o dwóch rzeczach, które mają być zrobione tym samym wzorem. Dla mnie dwie rzeczy tym samym wzorem może oznaczać co najwyżej dwie skarpetki, czy inne takie, które robi się parami, ponieważ w zasadzie nie zdarza się, żebym z własnej woli powtarzała wzór (pomijając wzory typu dżersej, ściągacz etc.) w niedługim odstępie czasu. Chyba, że mnie najdzie, ale to się dotąd nie zdarzyło, a w każdym razie ja nie pamiętam.

A tym razem naszło mnie skutecznie. Robiłam w styczniu dwie chusty na drutach dla moich dwóch Babć na Dzień Babci. Pierwsza z nich to były ananasy, o których wydzierganiu myślałam od bardzo dawna, tylko jakoś tak się nie składało. Miałam na ten cel zakupiony jeden motek Angory Ram w lubianym przez Babcię kolorze. Wtedy jeszcze nie myślałam powtarzać wzoru z chusty, myślałam natomiast intensywnie, jak pomniejszyć oryginał w taki sposób, żeby starczyło mi te Ramowe 500 m. Ogólnie to wiadomo – odjąć kilka powtórzeń wzoru. Tylko, że to chusta księżycowa w kształcie i odjęcie każdego powtórzenia oznacza spłycenie części robionej rzędami skróconymi. Można oczywiście zawracać w tych rzędach co mniejszą niż podana we wzorze liczbę oczek i rzędów wyjdzie więcej, ale wtedy z kolei kształt staje się mniej księżycowy, a tego nie chciałam. Nie miałam za dużo czasu na myślenie, więc zdecydowałam się odjąć cztery powtórzenia ananasów, a potem iść na żywioł. Próbowałam przeliczyć, ile to rzędów w efekcie mi odpadnie, ale próżny trud z mojej strony to był, jakoś mi nie szły te kalkulacje :) .

Wzór ananasów bardzo mi się spodobał, kiedy tak sobie dziergałam kolejne powtórzenia i już wtedy zaczęłam kombinować, gdzie by go jeszcze wykorzystać, jak by go tu wyjąć z kontekstu chusty i przenieść do innej robótki. Tymczasem przyszedł czas na rzędy skrócone, które w końcu zrobiłam tak, jak to było rozpisane w oryginale. I muszę przyznać, że jak na mój gust wyszło to dobrze. Mam o jeden rząd ananasów mniej w górnej części chusty, ale moim zdaniem nie ujmuje jej to uroku. Prawdę mówiąc, bardzo mi się ona podoba. Czasami jest tak, że zabieram się za jakiś wzór zauroczona tym, co widzę, że wyjść powinno, a u mnie już tak pięknie nie wychodzi. Na ananasach się nie zawiodłam (albo może inaczej – nie zawiodłam ananasów ja). Jedyne, czego mi brakuje do pełnego ananasowego szczęścia, to więcej miejsca na blokowanie, bo jak widać na zdjęciu, ideału nie udało mi się na ograniczonej powierzchni osiągnąć. A chusta jest duża. Z 91 g Angory (bo 9 g mi zostało) po niezbyt intensywnym – ze wspomnianego powodu – blokowaniu, wyszedł mi wyrób o wymiarach 146 cm wzdłuż górnego brzegu, 240 cm wzdłuż dolnego i ok. 50 cm w najszerszym miejscu. Dziergałam na drutach nr 4,5. Zdjęcia są marne, bowiem robione późnym wieczorem. Następnego dnia wczesnym rankiem pakowałam chustę w podróż i szanse, że zdobędę w najbliższym czasie lepsze zdjęcia są jeszcze marniejsze, niż fotografia tutaj zamieszczona. Ważne, że Babcia jest uradowana.

zdjęcie nr 1

To tyle o chuście, żeby Waszej cierpliwości nie nadwyrężać. Napiszę jeszcze tylko, że Angora RAM jest bardzo milutka i dobrze mi się z niej dziergało.

Po ananasach zabrałam się za chustę dla drugiej Babci, która nie ma z ananasami nic wspólnego, poza tym, że przestałam o nich myśleć. W tym czasie, zimowo doskonałym i pięknym, kilka razy bardzo zmarzły mi palce u rąk i choć na mrozie moje szare komórki przeważnie zamarzają, zaświtała mi myśl złota: że przydałyby mi się rękawiczki szybkogrzejące. Czyli takie, które można wyciągnąć z kieszeni i szybko przyodziać w krytycznym momencie, gdy już tracę czucie w palcach z powodu zamarzania w skórzanych rękawiczkach, których używam do wyższych celów, na przykład łapania ośnieżonych gałęzi, lepienia bałwana i innych ważnych prac. Skórzane są ocieplane, ale moje palce w nich marzną. Mam już szybkogrzejące skarpetki, które zrobiłam z włóczki mohairowej i z takiej samej włóczki postanowiłam wydziergać rękawiczki. Rękawiczki szybkogrzejące dla mnie musiały być z jednym palcem, co w rzeczywistości oznacza, że z kciukiem, a reszta razem, co też zmniejsza ich użyteczność roboczą. No w każdym razie, w te właśnie rękawiczki postanowiłam wkomponować po jednym ananasku i to była druga złota myśl. Powyciągałam z pudła resztki mohairów, jakie miałam: dwa wściekle zielone (żadne zdjęcie tej wściekłości nie odda) i kawałek turkusowego. Zaczęłam od lewej rękawiczki, którą po skończeniu sprułam dnia następnego, bo by mi nie starczyło włóczki na drugą. Zaczęłam od nowa, ale na ściągacz dobyłam kolejną zieleń, nie mohairową, za to łagodną w kolorze i ciemną zielenią dojechałam do końca. Zabrałam się za drugą rękawiczkę, ale już po kilkunastu okrążeniach wiedziałam, że znowu nie starczy mi włóczki. Z tego wzięły się paski przy mankiecie. Kiedy skończyła się jasna zieleń, dojechałam do końca wzoru ananasów ciemną zielenią i dokończyłam rękawiczkę przy palcach zielenią soczystą i turkusem w dwie nitki (to były cieniutkie włóczki). Dodam tylko, że nie miałam już ciemnej zieleni, a do zrobienia pozostał kciuk. Po raz kolejny sprułam lewą rękawiczkę, ale nie do końca, tylko do miejsca rozdzielenia kciuka od reszty i po przerobieniu ananasa dołączyłam resztę zieleni soczystej. W ten sposób odzyskałam trochę włóczki na kciuk prawej rękawiczki. Żeby nie było, że ja taka mróweczka jestem, szło mi szybko, bo przy mohairze i niewielkim rozmiarze docelowym potrzebowałam tylko 30 oczek na okrążenie. W dodatku ten mohair łatwo się pruło, bo jest dość śliski (pewnie z poliamidem albo w ogóle sztuczny, nie wiem, bo go dostałam bez banderoli). Jeszcze jeden aspekt wpłynął na to, że tej włóczki odzyskanej z lewej rękawiczki starczyło mi na kciuk prawej. Otóż na początku do tych 30 oczek zwyczajnie dodałam jednego ananasa, nie bacząc na to, że jemu przybywa oczek na szerokość. Efekt był tak paskudny, że nic tylko spruć, co też uczyniłam. Za drugim razem odjęłam kilka oczek, ale nie równo do 30 na okrążenie i to też wyglądało niekoniecznie dopuszczalnie, dlatego za trzecim razem odejmowałam oczka tak, żeby wyszło po 30 i dopiero ta wersja jakoś się prezentuje, że nie wstyd. W prawej rękawiczce (to był nr 3 w kolejności dziergania) od razu odjęłam oczka tak, jak trzeba. Tak więc lewa rękawiczka jest wersją trzecią, zaś prawa – pierwszą. Nie narobiłam się, nie ma mnie co żałować. Na koniec pokazałam moje dzieło Mężowi, który, prawdę mówiąc, był raczony widokiem rękawiczek także w trakcie ich powstawania i cały czas mi kibicował. Mężowi się spodobały, ale zaproponował przedłużenie mankietów, które sięgały ledwo do kostki przy nadgarstku. Nie miałam już żadnej wściekłej zieleni, więc niewiele myśląc, wyciągnęłam z szafy zielone skarpetki i sprułam każdej po kawałku ściągacza :) . Dorobiłam kilka rzędów rękawiczkom, które rzeczywiście na tym zyskały. A skarpetkom nie zaszkodziło, bo miały długie ściągacze.

Na mojego Męża zawsze można liczyć. Kiedy tak siedziałam w nowo wydzierganych rękawiczkach i głośno rozważałam, jaki wpływ na mniemanie osób postronnych o moim mózgu będzie miało to, że każda rękawiczka jest inna, mój ukochany niezwłocznie pospieszył mi z pomocą:
Ja: To nie przeszkadza, że każda jest inna, prawda? Bo są z tych samych włóczek, tylko w innym układzie.
Mąż: Nie przeszkadza i łatwiej będzie Ci odróżnić prawą od lewej. Poza tym, dlaczego producenci upierają się, żeby obie były takie same?
No właśnie, gdzie to jest powiedziane, że obie rękawiczki muszą być takie same? Moje przełamują ten stereotyp :) .

zdjęcie nr 2

To zadanie turniejowe nauczyło mnie jednego – że piękny wzór ażurowy wyjęty z kontekstu może przestać się podobać. Ale na szczęście w kontekście zachwyca mnie nadal :)

KONIEC

Lelewel 2 – wzór mnie napadł

8 komentarzy

  • No i jak zwykle z przyjemnością się czytało o twoich perypetiach włóczkowych :) Różnorodność tylko dodała uroku rękawiczkom. Jedne z moich mitenek też się różnią, ale kto mi zabroni je nosić? ;) A chusta prześliczna, jest w moich planach :)

    • Bardzo dziękuję :)
      Chustę polecam, nie jest trudna, ale są chwile, w których warto sięgnąć po filmy i objaśnienia Agnieszki, bo instrukcja autorki wzoru nie precyzuje wszystkiego. Ja korzystałam, bo nie miałam czasu do stracenia na domyślanie się.

  • Ładne ananaski :) Po rękawiczkach od razu widać, że są od jednej pary i bardzo mi się podoba ich asymetria. A niektórzy producenci też na to wpadli, są takie skarpetki (np. https://pl.manymornings.com/kategoria/all/pineapples). Nie chcę ich reklamować, nie będę się tu rozwijać, ale przy nich Twoje rękawiczki wyglądają jak identyczne ;D

    • No tak, nie da się ukryć, że producenci tych skarpetek podeszli do tematu bardziej kreatywnie ode mnie :) Ale świetne są i pomysł inspirujący.
      Cieszę się, że moje udziergi się podobają :)

  • Luty 6, 2017

    Balbinka

    Kto by pomyślał, że robienie na drutach może zapewnić tyle emocji i zwrotów akcji, co kryminał :) Rękawiczki są prześliczne :)

  • Piękna chusta , robiłam ją już dwa razy i czeka mnie trzecia : ślubna dla Córci :D
    Rękawiczki wyjątkowe , noś koniecznie zimą !
    Jak słyszę że dzierganie to relaksujące zajęcie , to myślę że ktoś nigdy na drutach nie robił…. przecież to tyle koncepcji , zwrotów akcji … ja nieraz zasnąć nie mogę :D
    Lubię te Twoje szczegółowe opisy zmagań dziewiarskich :D

    • Bardzo dziękuję :) Także za dobre słowo o moim wirtualnym gadulstwie. Ja też czasami spać nie mogę z powodu robótek, o skupieniu na pracy w pracy zawodowej nie wspominając.

      Ach, to masz przed sobą wyjątkowe wydarzenie! Niech Wam czas przygotowań upłynie w miarę możliwości spokojnie.

Musisz się zalogować aby komentować