Się czytało w czerwcu

IMG_7799

Czerwcowe podsumowanie nieco wcześniej niż zwykle, ale na skończenie jeszcze czegoś nie ma szans, więc nie ma na co czekać – podsumowanie bardzo bogatego książkowo czerwca poniżej.

Daniel Silva i dwa kolejne tomy niekończącej się opowieści o niebyciu na emeryturze izraelskiego szpiega Gabriela Allona. „Portret szpiega” i „Upadły anioł” – dobre, szybkie, wstrząsające, bo jeszcze kilka lat temu to by była czysta fikcja literacka, a obecnie… czyta się o terrorystach i walce z nimi z poczuciem, że to się dzieje. Nadal uważam, że co tom, to wychodzi Silvie lepszy. Oby tak dalej.

Oooo, to teraz będzie niespodzianka dla mnie samej. Wyznanie – nie lubię opowiadań. Są dla mnie za krótkie. Ale sięgnęłam po zbiór opowiadań Andrzeja Pilipiuka „Litr ciekłego ołowiu”. Doskonałe!  Pilipiuk jest mistrzem kreowania świata i postaci – kilka stron, dosłownie kilka i jest się w samym środku akcji i czuje się zapach, widzi kolor i faktury. Polecam, bardzo!

W czerwcu miałam w rękach jeszcze jeden zbiór opowiadań „Słońce wszystkim świeci” Moniki Szwai. Otworzyłam i poczułam wielki żal, że to koniec, że ona niczego więcej nie napisze, nie zabierze mnie do jej Szczecina i nie pociągnie w wir przygód tych jej zwykłych-niezwykłych bohaterów. Zbiór powstał z opowiadań publikowanych już wcześniej w innych miejscach przez samą Szwaję, ale dla mnie to były nowości, więc miło było poczytać o zawodowych i miłosnych perypetiach takiego zwykłego szczecińskiego Kowalskiego.

Kiedy ukazała się „Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins i wszyscy krzyczeli, że świetne, doskonałe i natychmiast mam czytać, to się jakoś zjeżyłam i wcale po to nie sięgnęłam. Ot, taka przekora. Ale reklamowy szał minął i doszłam do wniosku, że zajrzę. Zajrzałam i napiszę tak – niezłe, od pewnego momentu lekko przewidywalne. Streszczając – dziewczyna jeździ pociągiem, zawsze tym samym, zawsze stoi przed przejazdem i widzi domy w okolicy, gdzie sama kiedyś mieszkała. Patrzy na swój stary dom i byłego męża i jego nową rodzinę też. Sąsiadów również. Ale nie tylko patrzy przez okno, bywa też w tej okolicy. I wydaje jej się, że stało się tam coś bardzo złego. Wydaje się, bo… nadużywanie alkoholu powoduje, że pewne rzeczy są tylko czarną dziurą w pamięci. Czytając „Dziewczynę z pociągu” miałam ciągłe poczucie, że – tak jak główna bohaterka – mam kaca i to po brytyjskim alkoholu, bo to czuć, że to literatura angielska.

Wasze zachęty do przeczytania „Szeptuchy” Katarzyny Bereniki Miszczuk zadziałały szybko i zaczęłam czytać, jakby to w Polsce było, gdyby Mieszko nie przyjął chrztu i stara wiara nadal panowała w nowoczesnym świecie. Między innymi obok lekarza z tomografem byłaby też szeptucha z ziołami i zaklęciami. I tu dygresja – jak mąż nie sprząta i bałagani, to mu szeptucha może parchy na du… pośladkach załatwić. Mój rechocik był dość głośny. Historia zaczyna się od tego, że przyszła pani doktor trafia na letnie obowiązkowe praktyki do doświadczonej szeptuchy. I się dzieje. Bogowie się pałętają po ziemi, upiry i wąpierze też. A sama bohaterka okazuje się znacznie bardziej zaplątana w prasłowiańskie wierzenia, niż myślała. Początek był nieco wyboisty, bo jakoś mnie drażnił język i niektórzy bohaterowie, ale po kilkudziesięciu stronach wsiąkłam tak, że Ślubny mnie do spania gonił. A po ostatniej stronie (druga w nocy była) ryknęłam: „Że co!!!??? Jak to koniec???!!! Jaki koniec???!!! Jak mi się tu nic nie wyjaśniło!” Bo to trylogia ma być i niech pani Miszczuk się pospieszy z drugim tomem.

Pierwszy tom trylogii Joe’ego Abercrombie, czyli „Połowa króla” został wysłuchany jako audiobook i może sięgnę po kolejne dwa, a może nie. Historia dobra – drugi syn, sierotka boża, na dodatek ze zniekształconą dłonią, nie jest brany pod uwagę w kolejce do tronu, ale złośliwość Losu sprawia, że ojca i brata zmiotło z powierzchni ziemi i nagle tron czeka i przeraża. Ale czeka też chętny do jego przejęcia. Statki, walki, miecze, krew – wszystko, co potrzebne w takiej historii jest i to bardzo dobrze „przyrządzone” przez pana Abercrombie, ale… Moje ale jest takie, że ja uwielbiam, kiedy są opisy, żeby mi się świat dokoła budował, zapełniał kolorami, zapachami i smakami. A tu nie – dialog, walka, lecimy dalej. Jeśli ktoś lubi powieści przygodowe, awanturnicze, ze szpadą świszczącą w powietrzu, to będzie zachwycony.

Krótka powieść prosto z Kanady, niezła i inna. „Zadziwiająca historia samotnego listonosza” Denisa Thériault to historia listonosza łamiącego zasady swojego zawodu, bo otwiera i czyta korespondencję pomiędzy Gastonem a Segolene. A korespondencja to niezwykła, bo zawiera głównie haiku. Pewnego dnia listonosz widzi, jak Gaston wpada pod samochód i co dalej z listami do Segolene? Może on da radę je pisać? I powoli, kroczek po kroczku listonosz zaczyna się podszywać pod Gastona. A na końcu… Koniec jest taki, że ma się ochotę otworzyć książkę na pierwszej stronie i czytać od nowa, bo historia nabiera nowego znaczenia.

Kolejna książka to był przypadek – zaciekawiło mnie nazwisko Awolusi, Danuta Awolusi i okazało się, że pani Danuta napisała powieść. Był niedzielny ranek, powieść dostępna od ręki do ściągnięcia. Po kilku godzinach byłam na ostatniej stronie. Awolusi ma wielki talent do pisania prostego i nieprzesadnego o wielkich emocjach szarego życia. „Na wysokim niebie” to historia trudnego dorastania dziewczyny z patologicznej rodziny. Wie, że jest inna, wie, że jest gruba, godzi się z tym, że jest poniewierana w szkole, ale ma azyl – książki i bibliotekę. Nie jest to powieść „ambitna”, raczej prawdziwa do bólu i  mnie nieźle złapała za gardło.

I na koniec, tak już kończymy – kolejny przypadek. Amazon mnie poinformował, że bardzo „modne” są obecnie powieści, które są napisanymi na nowo bajkami doskonale znanymi z dzieciństwa. Bo co by było, gdyby wziąć Kopciuszka, przenieść go w przyszłość i tak na deser zrobić z niego cyborga? To by był początek „Cinder” Marissy Meyer. Książę też jest i nawet bardzo technologicznie zaawansowana namiastka pantofelka się znajdzie. Dobra powieść, gdzie wątek romansowy jest, ale bardzo sprytnie wpleciony w klimat sci-fi, potyczki polityczne między planetami i plagę, która zabija i znalezienie remedium jest warte wszystkiego. „Cinder” połknęłam w jeden dzień i od razu sięgnęłam po „Scarlet” – tom drugi, gdzie bazą jest Czerwony Kapturek, ale historia to bezpośrednia kontynuacja zawirowań z pierwszego tomu, tylko liczba bohaterów rośnie, bo potrzebujemy przecież nie tylko Czerwonego Kapturka, ale i babci oraz wilka, a może i całej watahy. Coś mi mówi, że pod koniec lipca będę raportować, że kolejne kilka tomów tej historii też już za mną.

Koniec i bomba, kto czytał, ten… niech się podzieli, co czytał w czerwcu!

Kobieta z syndromem ciągłego niepokoju twórczego.

33 komentarzy

  • Czerwiec 28, 2016

    NITKA

    O matko! Kiedy Ty masz czas to wszystko czytac???
    Ja dalam rade tylko „Dallas 63″ Stephena Kinga przeczytac… (czytam glownie do poduszki, a i to nie zawsze…).
    Teraz napoczelam „Ksiegi Jakubowe”, ale w moim tempie to bede chyba ze 2 miesiace je czytac :(

  • Czerwiec 28, 2016

    uldar

    Jeśli podobał Ci się Pilipiuk to polecam Carską Manierkę. To mój ulubiony tomik. Przeczytałam wszystko oprócz sagi norweskiej i właśnie ten najbardziej mnie urzekł. Aparatus też fajny:) Ja lubię opowiadania – do czytania przy śniadaniu albo tuż przed snem, kiedy wiem, że powinnam już wyjść/spać. O, i trylogia o Księżniczce. Może oprócz ostatniego tomu, bo taki sobie.
    Pozdrawiam
    Urszula

  • Ja słuchałam „Narrenturm” Sapkowskiego, a czytałam „Kochana rodzinka i ja” Natalii Rolleczek (u babci na półce znalazłam :D) „Białe drzewo” Katarzyny Manikowskiej (Bardzo dobre, ale zareagowałam tak jak ty po „Szeptuchy”) i „Nowoczesna czarodziejka” Debory Geary (Lekka i przyjemna)

    Żadnej z tych co podajesz nie czytałam ale większość mnie zainteresowała. W ogóle to ja chyba nigdy Ci tego nie mówiłam, ale bardzo lubię takie miesięczne podsumowania. Mogę pozapisywać sobie fajne tytuły o których jest nie wiele powiedziane, bo długich recenzji nie lubię czytać, bo mówią mi za dużo o treści.

    • Ta powieść Sapkowskiego mi jakoś nie „posmakowała”, może czas nie był odpowiedni. Kiedyś pewnie po nią sięgnę jeszcze raz.
      A ja te comiesięczne spowiedzi książkowe też lubię, bo zawsze, z każdego miesiąca znajdę w komentarzach coś, co jest świetną lekturą. A o treści staram się nie rozpisywać,bo sama nie lubię opowiadania fabuły od a do z. Jeśli ktoś potrzebuje więcej recenzji lub streszczenia treści w szczegółach, to zawsze jest link :)

  • Czerwiec 28, 2016

    Hahnoma

    A ja właśnie dorwałam w swe łapki „Szeptuchę” – po dwóch miesiącach oczekiwania. W dodatku okazało się, że od maja stoi na półce i czeka na odbiór przez kogośtam. Przez miesiąc książka czekała!! Wydarłam pazurami :-)
    Wcześniej dokończyłam „trylogię” pani Miszczuk – na przełomie czytałam „Ja, potępiona”. Musze przyznać, że autorka ma lekkie pióro, umie kreować i rzeczywistość , i postaci.
    Nic więcej mi się nie udało przeczytać – jak jeżdżę do pracy rowerem, to mniej czytam …

  • Mówisz, że Miszczuk dobra? To może zaryzykuję i sięgnę – po „Ja, diablica” ręka mnie bolała od facepalmów, dawno nie czytałam tak nielogicznej i niespójnej wewnętrznie książki. Ale może autorka się wyrobiła ;)

    W czerwcu przeczytałam mało, bo tylko cztery książki: „Wojnę w blasku dnia”, dwa tomy (kontynuacja „Malowanego człowieka”, nadal trzyma poziom i tempo), „Zobaczyć Sorrento i umrzeć” (trochę mam mieszane uczucia, bo Kwiatkowską bardzo lubię, ale przeniesienie akcji do Włoch nie za bardzo jej wyszło, ponadto jakaś szarpana akcja i za dużo polityki, za to bohaterowie – palce lizać), oraz „Eichmann w Jerozolimie” (żałowałam, że to biblioteczna i muszę szybko oddać, chciałabym nad tym porządnie pomyśleć, bo niełatwy temat i mam parę zastrzeżeń).
    A teraz kończę potężne – 1200 stron! – „Bastiony mroku” Roberta Jordana, gdyż wydawnictwo zapowiada na lipiec ostatnią część cyklu, to chciałam sobie przypomnieć. Aczkolwiek korektę i redakcję chętnie bym potraktowała czymś ciężkim przez grzbiet – z tyloma literówkami, błędami stylistycznymi i gramatycznymi, nie mówiąc już o rzeczowych (nagminne mylenie imion bohaterów) dawno się już nie spotkałam. Mówię poważnie – wybrałam na chybił trafił pięćdziesiąt stron i na każdej były przynajmniej dwa błędy. Na rekordowej tych błędów było osiemnaście…

    • Tak, jak pisałam – na początku nieco mi zgrzytało językowo i postaciowo, ale szybko mi przeszło zgrzytanie. „Ja, diablica” przede mną, więc ciężko mi porównać.
      Nad „umiejętnościami” redaktorów i korektorów nie będę się rozwodzić, bo potrafią mi zniszczyć całą przyjemność czytania. Najgorsze jest to, że nagromadzenie takich „baboli” potrafi mnie skłonić do walnięcia książką w kąt.

      • Czerwiec 29, 2016

        Hahnoma

        Tak mi się skojarzyło – skoro dziewiarka przed udostępnieniem wzoru prosi zaprzyjaźnione osoby o wypróbowanie wzoru, to równie dobrze pisarka mogłaby dawać „do sprawdzenia” swoje książki. Kilka osób z pewnością wyłapałoby błędy i niespójności. A brak logiki – cóż, w życiu codzienny często się z tym spotykamy, a skoro akcja toczy się w innych wymiarach to nawet nie próbuję kwestionować :-)

        • Zazwyczaj się tak robi – czytają znajomi, czyta redaktor i wnosi uwagi swe cenne. Tylko nikt nie zmusi autora do ich uwzględnienia, bo to jego tekst. A czasami gonią terminy i na wielkie poprawki nie ma czasu, bo książka jest już promowana z datą wydania. Ale moim zdaniem najważniejszy jest redaktor – jeśli on nie ma serca do książki i nie jest zaangażowany na tyle, żeby wyłapać pewne kwestie, to klapa. A redaktorzy w polskich realiach, podobnie jak spora część autorów zarabia takie „kokosy”, że zaangażowanie jest mizerne. A wydawnictw się namnożyło i nie każde trzyma poziom.

  • U mnie też „Szeptucha” – pomysł na Słowiańszczyznę świetny, ale jakby to nie było romansidło to byłoby znacznie lepiej.
    „Malowany człowiek”, na razie I księga i na pewno przeczytam więcej.
    „Galeony wojny” Komudy, nie przepadam za literaturą marynistyczną ale ten element polskiej historii jakoś mi do tej pory umykał, a to się bardzo fajnie czyta. Trochę historii, trochę intrygi – generalnie bardzo polecam.
    „Uczeń architekta” Elif Şafak też do polecenia, najbardziej chyba ze względu na baśniowy nastrój Stambułu.
    Potem było kilka niewypałów a teraz czytam „Shantaram”, jestem w połowie ale już mogę powiedzieć że to na pewno warto przeczytać.

    • Myślę, że gdyby nie romansidło, to by było to ciężko autorce to posklejać, bo by musiała inną historię główną wymyślić, a romans najłatwiej.
      Komuda dopisany do listy. „Uczeń architekta” pewnie też, ale najbardziej mnie cieszy, że „Shantaram” Ci się spodobało, bo patrzę na to od jakiegoś czasu, dzięki!

  • Czerwiec 29, 2016

    graada16

    Ja nie wiem dziewczyny jak Wy dajecie radę przeczytać tyle książek w miesiącu. Podziwiam. Ja muszę wybierać, albo robótki albo książki, a że częściej robótki wygrywają to czytam bardzo mało. Audiobooków jakoś nie lubię nie mówiąc o tym że kosztują często więcej niż książki papierowe. I tym sposobem czytam tylko w drodze do pracy i wychodzi mi w porywach jedna książka na miesiąc. Ale Wasze sugestie skrzętnie zapisuję i może kiedyś odechce mi się robótek na rzecz czytania?

    • Gdybym kupowała audiobooki w Polsce to bym chyba zbankrutowała. Dobrze, że angielski mi nie obcy, a możliwości i okazje do kupowania za granicą są większe i nie powodują od razu wyczyszczenia konta do zera. A poza tym sporo audiobooków jest bezpłatnych, co powiększa możliwości.

  • U mnie czerwiec był na lekko- zbieg najrozmaitszych zawirowań sprawił, że nie miałam siły na nic, poza lekkimi czytadłami, niewartymi specjalnego rozwodzenia się. Przez uszy kolejne części „Kacpra Ryxa”, przyjemne, ale- jak to zwykle bywa w seriach- już nieco słabsze.
    Z rozczarowań- „Podróż z owocem granatu” Sue Monk Kidd, po którą sięgnęłam zachęcona „Sekretnym życiem pszczół” (kiedyś spodobało mi się bardzo). Do końca jeszcze mi trochę zostało, ale męczę się z tym straszliwie. Bardzo lubię książki biograficzne, ale jeśli idzie o autobiografie, to mam wrażenie, że obecnie jest moda na mielenie w te i we wte (z krowimi żołądkami mi się kojarzy) wątków z życia, które może i ważne, ale nie aż tak, żeby poświęcać im czterysta stron. Nic nie poradzę, że cenię sobie (wbrew wykształceniu) matematyczną nieomal precyzję wypowiedzi.I żeby nie było- wolę powieści od opowiadań!

    • Sekretne życie pszczół to lektura, która kilka lat temu zrobiła na mnie wielkie pozytywne wrażenie i pewnie za jakiś czas do niej wrócę. Nic innego tej autorki nie czytałam, ale jak widać nie jest to wielki błąd.

  • Czerwiec 30, 2016

    Kotosia

    Dzień dobry, jestem codziennym niemym obserwatorem. ale tym razem muszę polecić książkę która mnie oczarowała, od której nie mogłam się oderwać na rzecz której porzuciłam „alpejskie laki” /które dzięki Tobie IK robię/. KONIECZNIE ale to koniecznie trzeba przeczytać SHANTARAM Roberts Gregory David. Śmiałam się, płakałam, wzruszałam – uważam że to lektura obowiązkowa. Jak tylko skończę rozpoczęte robótki na pewno zrobię coś w kolorze okładki książki.

  • Czerwiec 30, 2016

    Jagoda

    Polecam „Psychiatra w piekle” autorstwa Simone Morabito. Autor – lekarz psychiatra opisuje przypadki opętań przez szatana. Super książka.

    • Z recenzji ludzi, którzy to przeczytali najbardziej wymowne jest zdanie, że „na podstawie niektórych opowieści można by horror kręcić”. Czyli nie dla mnie, pomijając oczywiście aspekt religijny, bo ja horrorów… się boję i w życiu przeczytałam dwa.

  • Lipiec 17, 2016

    anonimowa72

    „Wilk” Marka Hłasko – dość trudna książka ( wymaga skupienia ), ale tak plastyczna, że pochłania człowieka e całości. Nie mam wyobraźni za grosz, ale byłam w stanie wyobrazić sobie wszystko, to co Marek Hłasko chciał przekazać.
    „Fatum i furia” – Lauren Groff – podobała mi się

  • Lipiec 17, 2016

    anonimowa72

    Moje w liceum:). W każdym razie „Wilk” wart jest uwagi. Taka książka do smakowania.

  • Sierpień 23, 2016

    anonimowa72

    Wiem, że to nie ten miesiąc:), ale przez Was dziewczyny kupiłam i przeczytałam „Erebos”. Oooo, podobała mi się. Bardzo. Kilka innych książki także przeczytałam, ale nie będę się chwalić:).

  • Sierpień 23, 2016

    anonimowa72

    Polecam! Na serio. Miałam szczęście, bo na allegro znalazłam za całe 9,90 zł. Gdybyśmy bliżej siebie mieszkały to pożyczyłabym.

Musisz się zalogować aby komentować