Wiaderko słońca poproszę, oddam wiosną

IMG_2657

Od poniedziałku zaczynam dzień od sprawdzenia prognozy pogody. A pogoda pohukuje na mnie, że pochmurno, a czasami nawet grozi, że deszcz. W poszukiwaniu drugiej opinii opuszczam polski serwis i zaglądam, co tam Amerykanie – wieczni optymiści – wieszczą dla naszych szerokości i długości geograficznych. Ale nawet te strony informują, że będzie rain, showers i cloudy. Hmmm… To może jednak Polacy zmienili zdanie? Naiwna ja! Ponuro!!! Obwieścił serwis i mrugnął reklamą kaloszy.

A ja czyham na dobrą pogodę, żeby Wam dalszą część karczka nakręcić. I uprzedzam, jeśli ta ponurość, którą mam za oknami, nie zniknie i nie nastanie choć częściowa jasność, to w ten weekend może nie być kolejnego odcinka Razemrobienia Rozpinanego. Nie ma sensu kręcić filmów w takich warunkach lub przy sztucznym świetle, bo jakość będzie koszmarna, a widzieć będziecie głównie tak zwane „ziarno” a nie oczka i druty.

Jednak nie tracę nadziei, jest jeszcze czwartek i piątek, może się bogowie od jesiennej pogody ulitują i podrzucą wiaderko słońca :) Tak dwie godzinki by wystarczyły, proszę bogów!

To teraz spoglądamy na zdjęcie powyżej i dostrzegamy tam dwie istotne kwestie.

Po pierwsze szkło, czyli mój słynny szklany garnek, który u mnie służy najczęściej jako pojemnik na motki robocze. Dumna jestem, że mam go od tylu lat i… nadal go mam. Nie stłukł się, choć co najmniej dwa razy się z nim przeprowadzałam, a nie jestem pewna, czy nie trzy.

Druga kwestia jest chyba nawet bardziej rzucająca się w oczy – zalew niebieskości! Niebieski Rozpinany, niebieskie Lisi Łapki. Ale to nie przypadek – „dorosłam” chyba do radykalnych decyzji o zdefiniowaniu koloru wiodącego mojej szafy.

Najpierw przez długie lata na pytanie o ulubiony kolor padała odpowiedź: „Prawie każdy”. Z wyjątkiem czarnego. Czarny wywoływał u mnie nieodparte skojarzenia z żałobą. W mojej szafie prawie nie istniał. Później jeszcze zostałam radosną właścicielką kotów, a każdy kolejny czworonóg starał się udowodnić, że potrafi kłaczyć lepiej niż inne. A na czarnych ciuszkach to widać, choćby się człowiek „wyrolował” rolkami do ubrań przed drzwiami i za drzwiami mieszkania.

Później zakochałam się w fioletach i różach. Ale po kilku latach zaczynam odczuwać przesyt. I od kilku miesięcy szukam nowej tonacji dla siebie. Niebieski we wszystkich swoich odcieniach chyba wygra tą batalię o moje względy na kolejne lata. Już przestał mi się kojarzyć ze szkolnymi ciuszkami, z fartuszkiem włącznie. Pozwala na szaleństwa, jak w Lisich Łapkach ten turkus. Do koloru oczu mi pasuje :)

A właśnie – skoro już mowa o Lisich Łapkach – najpóźniej w przyszłym tygodniu powinna już być do kupienia polska wersja. Autorka wzoru – Xandy Peters – już ją ma. Dam znać i przygotuję dodatkowy wpis z pewnymi wskazówkami, których we wzorze nie dało się wcisnąć, żeby nie naruszyć formatu oryginału.

A teraz wracam do zaklinania pogody. Jeśli ktoś ma umiejętności od-zaklinania deszczu, to poproszę o wsparcie.

Kobieta z syndromem ciągłego niepokoju twórczego.

12 komentarzy

  • Listopad 19, 2014

    Ela P.

    od lat niebieski to mój ulubiony kolor, choć nie trzymam się go kurczowo, noszę i inne:)
    pogoda jest typowo listopadowo, szaro buro i ponuro, do tego jeszcze mokro, ale może „w pełni” dnia uda ci się coś dla nas nagrać:)
    ahaaa, garnek masz super, a w nim śliczny nubuk, widać wyraźnie jaka to fajna włóczka

    • Obiecuję, że napiszę porządną recenzję, kiedy już go wypiorę i ponoszę trochę, żeby było i o tych aspektach, ale na razie jestem nim zachwycona. Na prawych oczkach jest po prostu w dotyku jak marzenie.

  • Oj, kto teraz nie szuka słońca? W tym roku mieliśmy go tak mało. Twoje niebieskości bardzo ładne, ja jakoś tak w szarości, brązy brnę, zwykle takie kolorki do mnie się uśmiechają. Teraz tak mam że staram się nie kupować tych kolorków.
    Zaczynam zaklinać – słoneczko, słoneczko,……..

  • Listopad 19, 2014

    AKON

    Niebieski jest fajny – kocham :) Choć jak z nim przesadzę, odczuwam spadek energii, dlatego w ostatnim czasie często dodaję coś z zakresu czerwieni i tym sposobem mam trochę fioletów, szlachetnych różów, nawet amarantów czyli tego co się dobrze komponuje z chłodnymi błękitami wszelkiej maści.
    Dołączam sie do wywoływania słońca :))))))))

  • Listopad 19, 2014

    Bonia

    Też się dołączam, właśnie skończyłam karczek i czekam niecierpliwie na kolejny odcinek serialu. Żeby sobie skrócić oczekiwanie zacznę chyba robić mini giganta.

    • O ile nie będzie egipskich ciemności, to jutro i pojutrze plan filmowy zostanie rozłożony! Bo ja też cierpię – nie mogę dalej robić, leży ten karczek i czeka. A jak przebrniemy przez karczek i pachy to później kawałek prosto i będzie można w końcu się rozpędzić.

  • Listopad 20, 2014

    graszka

    Przjezdzaj do mnie slonca nie brakuje :)

Musisz się zalogować aby komentować